Dlaczego nie mam przyjaciół?

Ludzie przychodzą na psychoterapię zwykle z jakimś rodzajem „noża na gardle” i rzadko jest on formułowany tak jak tytułowe pytanie. Najczęściej coś dolega boleśnie, utrudniając codzienne funkcjonowanie do tego stopnia, że osoba dotychczas nieskora do proszenie o pomoc psychologiczną, decyduje się na to, bo czuje, że już nie ma wyjścia. Na przykład nasilają się objawy lękowe albo kryzys w ważnej relacji osiąga taki poziom, że konstrukcja świata danej osoby zaczyna trzeszczeć i się chwiać. Albo wszystko jest po prostu źle, nic się nie układa, ani teraz, ani dawniej, a już nie ma się siły, by to dłużej wytrzymywać. Lub osoba doświadcza zaskakującej czy nawet druzgoczącej straty albo zmiany, z którą nie potrafi poradzić sobie sama, ponieważ wymusza transformację wielu obszarów życia. W tych i w innych sytuacjach, które przyprowadzają ludzi do psychoterapeutów, zawsze istotnym  kontekstem są inni ludzie z otoczenia pacjenta.

Spośród ważnych bliskich, którzy tworzą tak zwaną sieć społecznego wsparcia danej osoby, szczególną grupą są przyjaciele. Partnerom, dzieciom, rodzicom, rodzeństwu itd. pacjenci poświęcają długie godziny, by nie powiedzieć czasem – lata – terapeutycznych spotkań i na pewno należny im jest osobny tekst przy najbliższej okazji. Natomiast przyjaciele, choć nie mniej ważni, nie zawsze pojawiają się jako temat pierwszoplanowy i od razu. A szkoda, bo ich istnienie (generalnie są czy ich brakuje), to jacy są (w odbiorze pacjenta) oraz co się w relacji z nimi dzieje, ma ogromne powiązanie z tym, jak dana osoba funkcjonuje, jakimi dysponuje zasobami. Obecność przyjaciół wiąże się z poczuciem szczęścia, sprzyja dobrostanowi, pomaga w radzeniu sobie z cierpieniem psychicznym.


Dla niektórych pełnią tylko funkcję towarzyską i powinni być raczej nazywani znajomymi, są to ludzie do spędzania razem czasu wolnego, czemu niekoniecznie towarzyszy pogłębiona relacja. Najczęściej jednak słowo przyjaciel służy do określania osoby bliskiej i ważnej, z którą jednostka ma uczucie powinowactwa: to ktoś, kto rozumie i wykazuje się lojalnością. Lojalność jest w przyjaźni bardzo ważną jakością, ponieważ pozwala drugiej stronie na zaufanie, a więc poczucie bezpieczeństwa. Przyjaciel to przecież ktoś, kto jest wierny oraz kto pomoże w razie potrzeby. Stąd warto rozważyć powody, dlaczego ktoś może nie mieć przyjaciół lub tak to odczuwać:

Po pierwsze, czynniki losowe: zawiedzione nadzieje, realna strata, niewłasne plemię

Jest wiele powodów tego, że dana osoba więdnie jak wątła roślinka bez wody, niezrozumiana, samotna, z niemożnością zaspokojenia własnych emocjonalnych potrzeb. Ale czasem chodzi tylko (czy aż) o to, że przyjaźń jest dla niektórych z nas relacją wyjątkową i budowaną przez długi czas. Nie jest do odrobienia (przynajmniej w krótkim czasie), zastąpienia, jej strata może być w sposób dojmujący bolesna. Przyjaciel może niestety wykazać się nielojalnością i odzyskanie zaufania nie zawsze jest możliwe (bądźmy szczerzy, w sprawach ważnych, nigdy). Przyjaciel może wyjechać daleko i nie być dostępny. Może umrzeć… Czasem bywa też tak, że przyjaciele się zmieniają (jak i my sami), więc zmianie w konsekwencji ulega relacja z nimi.

Wśród czynników losowych wymieniłam też niewłasne plemię, a dokładniej mówiąc, brak własnego plemienia. Własne plemię to określenie, które bardzo lubię, a pierwszy raz przeczytałam o nim chyba u W. Eichelbergera. W którejś z dawnych książek wspominał o pacjentce, która przez długie lata walczyła ze swoją, według niej, za wysoką wagą i w ogóle nieprzystającym do tego, czego oczekiwała, wyglądem. Nie chodziło wyłącznie o to, że nie wyglądała jak dziewczyny z kolorowych czasopism, była też wizualnie inna niż członkowie jej rodziny. Nie pasowała. Do czasu pewnej podróży po egzotycznych krajach. Ku swojemu największemu zadziwieniu, odkryła podobieństwo do kobiet jednego z plemion, które poznała. Wyglądały jak ona, poruszały się jak ona, wśród nich czuła się piękna, więc nie musiało minąć wiele czasu, a odkryła swoją urodę i zadowolenie z niej (nawet wtedy, gdy wróciła do domu). Znalezienie własnego plemienia jest ważnym wyzwaniem, jeśli się czuje, że obecne środowisko nie jest wspierające. Nie każdy umie jednak spojrzeć na mało satysfakcjonującą sytuację tak, jak bohater „To tylko miłość”, sympatyczny angol, który postanawia wyjechać do Stanów licząc na to, że jego brytyjski akcent uczyni z niego Don Juana (a jednak!). Może być więc też tak, że brak przyjaciół jest częściowo spowodowany „zasiedzeniem się” w jakimś środowisku, z którego trzeba się wybrać w dalszą podróż na chwilę (lub na zawsze) w poszukiwaniu własnego plemienia.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie love_cuthbert_jones.jpg

Po drugie, czynniki osobowościowe: temperament, historia traum

Inne powody problemów z „posiadaniem” przyjaciół dotyczą tego, że ludzie, co oczywiste, różnią się. Z wielu różnych odmienności jedną z istotnych przy zawieraniu znajomości, przeżywaniu ich i odnoszeniu się do nich, jest temperament. Nie chodzi tylko o to, że ktoś jest bardziej wybuchowy, a ktoś dusi emocje w sobie, ale o stosunek do relacji z ludźmi. Internet jest pełen memów o tej podstawowej różnicy międzyludzkiej, jaką jest intro- lub ekstrawertyzm. Introwertyk mniej wygodnie się czuje w tłumie interakcji i woli pojedyncze, ale pogłębione więzi. Ekstrawertyk, przeciwnie, uwielbia kontakty z ludźmi, łatwo jej nawiązuje, ma liczne znajomości, wiele osób może nazwać dobrymi znajomymi, choć czasem bywa tak, że mimo bardzo dużej ilości ludzi wokół, w głębi duszy może cierpieć z powodu osamotnienia. Typy te są skrajne, większość z nas lokuje się na kontinuum gdzieś pomiędzy nimi. Etapy życia i upływający czas także zmieniają wrodzoną predyspozycję do intro – lub ekstrawertyzmu, łagodząc wyostrzone tendencje. Inaczej więc może się uskarżać na brak przyjaciela osoba o różnym typie temperamentalnym. Jeśli introwertyk straci przyjaciela, może być mu bardzo trudno zbudować inną relację o podobnej głębokości. Ekstrawertyk nie zawsze od razu może się zorientować, że nie ma przyjaciela, bo ilość znajomych i towarzystwa w ogóle jest w stanie mu to przesłonić.

Niezależnie jednak od cech wrodzonych, poczucie osamotnienia może też wynikać z historii życia jednostki. Żeby się móc przyjaźnić, trzeba potrafić budować bliskie więzi. To wyższa szkoła jazdy, której nie sposób wykształcić na skróconych kursach rozwoju osobistego. Bliskie więzi wymagają od jednostki ważnych kompetencji z kategorii najbardziej podstawowych, a więc trudnych do odbudowy lub stworzenia od zera. Zwłaszcza jeśli zawiodły systemy, które kształtują je w naturalny sposób i  w okresach rozwojowych, gdy ich oddziaływanie jest najsilniejsze. Chodzi oczywiście o rodzinę i dzieciństwo.

Trudno budować z kimś więź opartą o zaufaniu, jeśli się wyrosło w miejscu, które było tego antytezą. Jeśli opiekunowie zaniedbywali potrzeby dziecka w ich całej rozpiętości: od fizycznych (takich jak zaspokojenie głodu, pragnienia, ciepła i komfortu), przez emocjonalne (reagowanie na sygnały dziecka świadczące o jego zaniepokojeniu, bólu, ale też radości; przytulanie, bycie obecnym fizycznie i psychicznie, bycie w kontakcie, okazywanie czułości, troski, miłości) i społeczne (zapewnienie dziecku bezpieczeństwa i szans rozwoju w sprzyjającym środowisku), to może to prowadzić do ważnych zaburzeń funkcjonowania, a w tym tworzenia więzi.

 Osobie, która miała szczęście być zaopiekowana emocjonalnie na poziomie wystarczającym do osiągnięcia prawidłowego rozwoju emocjonalnego i wykształcenia umiejętności do tworzenia relacji międzyludzkich, może być trudno nawet wyobrazić sobie, jak silny lęk przed bliskością odczuwa ktoś, kto jej nie zaznał, albo doświadczał jej w sposób raniący czy zwyrodniały. Gdy ktoś przeżył skrajnie zaburzoną relację z rodzicem tej samej płci, to staje się jasne, jak może mu być trudno w relacjach rówieśniczych z osobami tej samej płci.  Jeśli kobieta nie lubi swojej matki, nie ufa jej, może w prosty sposób przenieść tą niechęć na inne kobiety w swoim życiu (analogicznie z mężczyznami). A ponieważ nieco częściej wybieramy sobie najlepszego przyjaciela tej samej płci co własna, to odniesienie do relacji z opiekunem może być warte rozważenia.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie sculpture-2406078_1920-1024x683.jpg

Po trzecie, umiejętności: komunikacja interpersonalna

Może nie jest tak, że ci, co się gorzej komunikują, nie mają przyjaciół, ale lepsze umiejętności w tej dziedzinie znacznie ułatwiają wszystkie relacje, zwłaszcza bliższe. Sęk w tym, że sami o sobie myślimy zazwyczaj, iż jesteśmy komunikacyjnie świetni. To o innych mamy gorsze zdanie. Ponieważ rzecz się podobnie ma z inteligencją, większość z nas żyje w dobrym samopoczuciu, dopóki się nie skonfrontuje z realnością. A realność objawia rzecz następującą: mięsień nieużywany zanika. Jak czegoś nie ćwiczymy i nie rozwijamy, to skutki bywają opłakane.

Nie wystarczy, że umiemy mówić. To jeszcze nie oznacza komunikacyjnych umiejętności w relacjach międzyludzkich. Nawet, że po angielsku. Znajomość języków programowania nie ponosi poziomu tej kompetencji również. A w przyjaźni, jak w miłości, oprócz wypowiadania określonych słów czy zdań, ważne jest jeszcze między innymi to na przykład, jak dobrze ktoś umie słuchać (nie mylić ze słyszeniem!). Czy słucha uważnie. Czy trafnie interpretuje sygnały niewerbalne rozmówcy. Czy jest skupiony na zrozumieniu interlokutora, czy tylko na selekcji wartościowych ze swojego punktu słyszenia informacji. Czy słyszy sam siebie i uwzględnia to, jaki efekt może wywrzeć jego komunikat. Czy bierze pod uwagę uczucia odbiorcy. Czy zdaje sobie sprawę, że choć słowa mogą uzdrawiać, to  też potrafią ranić i niszczyć.

Jak można się przekonać, mówienie mówieniem, ale to słuchanie jest kompetencją numer jeden. W przyjaźni nie do przecenienia. Oczywiście w codziennej sztuce słuchania nie ma wiele miejsca na klaryfikację czy parafrazę, sposobach nieco nadmiernie eksploatowanych na kursach z komunikacji interpersonalnej, ale jedno jest pewne: ci, co nie umieją słuchać, a nawet nie próbują, z przyjaźnią też mają nie po drodze. Pewne sprawy po prostu nie współwystępują. Powiem inaczej: można się zaprzyjaźnić z kimś, kto nie mówi, ale nie z tym, kto nie słucha.

Ponieważ jest prawdopodobne, że można wcale nie wiedzieć tego o sobie, że się nie potrafi słuchać (bo nawet jeśli inni mówią o tym wprost, to przecież, no właśnie, nie dociera to wskutek omawianej nieumiejętności), to można też mylnie zrozumieć, dlaczego ludzie się dystansują. A skoro się dystansują, to nie nawiązują intymnej relacji. Nie powstanie więc bliskość, zaufanie, zrozumienie, wszystkie te najważniejsze aspekty tworzące przyjaźń. Umiejętność słuchania i otwartość na drugą osobę są w sztuce przyjaźni niezbędne.

Po czwarte, kompetencje poznawcze: kłopot z decentracją

Centracja myślowa i egocentryzm,  powiązane z tzw. stadium przedoperacyjnym, to pojęcia wywodzące się od pioniera psychologii rozwojowej Jeana Piageta. Zauważył on, że ludzka zdolność myślenia rozwija się etapami i że etapy te przejawiają znaczące różnice jakościowe sposobu, w jakie dziecko myśli i rozwiązuje problemy. Na przykład przed 5 rokiem życia dziecko nie potrafi przyjąć perspektywy innej osoby, wyobrazić sobie co ona myśli czy czuje, albo co widzi, patrząc na coś ze strony innej niż ono samo (nawet jeśli może podejrzeć co widać z tej drugiej strony). Jedynym punktem odniesienia jest dla niego wyłącznie własna percepcja. W kolejnym etapie rozwoju poznawczego cecha ta ustępuje umiejętności decentracji, która pozwala na sprawne wykorzystywanie różnych aspektów danego zjawiska i przyjmowanie rozmaitych perspektyw, co między innymi daje możliwość spojrzenia na sytuację bardziej z „lotu ptaka”, a także „oczami innej osoby”.

W przywołanym przeze mnie pojęciu decentracji nie chodzi wyłącznie o aspekt poznawczy i kwestie związane z rozwojem myślenia, lecz o to, że umiejętność decentracji poznawczej, a także emocjonalnej jest niezbędna do tego, by dobrze funkcjonować społecznie. Żeby się skutecznie komunikować z innymi. Żeby odpowiednio rozumieć, co się dzieje między samym sobą a resztą świata. Nie może się to udać, jeśli osoba jest w stopniu maksymalnym skoncentrowana na sobie i własnych przeżyciach, a pomija cudze.

Zdarza się to jednak każdemu, zwłaszcza w momentach wzburzenia emocjonalnego, przeżywanego zranienia, czy konfliktu. Jesteśmy jak dzieci niezdolni do decentracji, podtapiani w gorącej zupie emocjonalnego egocentryzmu, który wpływa także na poznawczą niezdolność do przyjęcia perspektywy drugiej strony. Prawdopodobnie pod wpływem silnych emocji „wyłącza” się pewna struktura mózgu i wyższe funkcje intelektualne nie mają „zasilania”.

W kontekście posiadania przyjaciół decentracja jest ważna na kilka sposobów. Po pierwsze umożliwia tzw. teorię umysłu, opisaną przez D. Premacka i G. Woodruffa, która pozwala na rozumienie i przewidywanie zachowań innych ludzi. Bez tych umiejętności w oczywisty sposób nie da się do końca prawidłowo funkcjonować społecznie, a przyjaźń jest relacją społeczną. Ale decentracja umożliwia też coś, co roboczo nazywam pierwszym krokiem na drodze samouzdrowienia. Jeśli decentracja pozwala spojrzeć na samych siebie i sytuację z szerszej perspektywy, z tzw. metapoziomu, można porzucić choćby na chwilę rzewną wersję „bycia najnieszczęśliwszą istotą w kosmosie”. Dzięki niej możemy też z większą trzeźwością zauważyć, co nie działa jak należy, co trzeba zmienić i jak zaaplikować lekarstwo. Tak jakby rzecz nie dotyczyła nas samych, ale kogoś z zewnątrz. Tak, jakbyśmy nie byli pacjentem leżącym na operacyjnym stole, ale chirurgiem oceniającym stan pacjenta. Innymi słowy dzięki decentracji możemy przyjrzeć się temu, dlaczego inni mają przyjaciół, a my nie, bez zbędnego roztkliwiania się lub paranoicznego przypisywania winy komuś drugiemu. Co więcej, możemy zaordynować środki zaradcze lub rozważyć jak zbudować coś, co aktualnie nie istnieje.

Nie chodzi przecież tylko o to, by w nieskończoność zastanawiać się, dlaczego się nie ma przyjaciół, ale by zacząć ich mieć. No chyba, że nie chcesz.

Po piąte, wybór.  

No bo przecież: nie każdy, kto narzeka, że czegoś nie ma, rzeczywiście chciałby to mieć. A poza tym, kot też człowiek;)

Serdecznie pozdrawiam!

Agnieszka Masłowiecka


Zadzwoń, żeby umówić spotkanie konsultacyjne: +48 667 413 819

Skontaktuj się przez FB.